Warmia na bosaka

Ciekawostki , Miejsca , Opowieści | 2019-02-05

Warmia na bosaka

Podobno najlepiej zacząć chodzić na bosaka zimą. Po prostu zdjąć buty i wybiec w świeżo spadły śnieg. 

Tak przynajmniej było w przypadku Jacka Gryszkiewicza, jednego z założycieli Stowarzyszenia Warmińskich Chłopów Bosych (z okolic Dobrego Miasta na Warmii - tu znajdziesz o nich więcej informacji). Opowiada, że koło roku 2000 zapragnął chodzić boso. Pewnego dnia wskoczył bez butów właśnie w taki świeżutki śnieg. – Było bardzo przyjemnie. Przez chwilę – wspomina. Na tyle jednak mu się spodobało, że zaczął trenować chodzenie boso. Powolutku, po troszeczku, aż zupełnie zrezygnował z butów. No, z jednym małym wyjątkiem. Zakłada je na pogrzeby - bo jednak tak trzeba.

Mariusza Sekulskiego, prezesa bosego stowarzyszenia, też się w butach nie spotka. Czy słońce, czy śnieg, czy spacer po olsztyńskich ulicach, czy po górskich szlakach – wszędzie stąpa nieobutą stopą. Dopiero jak temperatura spada kilkanaście stopni poniżej zera zakłada sandały. – Przy minus 15 stopniach dziwne rzeczy się dzieją. Mnie się kiedyś zrobił wielki bąbel na stopie, bo mi przymarzła do metalowej wycieraczki. Ale szybko wszystko wróciło do normy – mówi. Niezbyt przyjemne są też zimowe wycieczki do miasta. To przez sól, która jest sypana na ulice i chodniki. Wdepnięcie w solno-śniegową kaszę, prezes porównuje do włożenia nogi we wrzątek. – Ale to tylko moje odczucie. Np. na Jacku nie robi to żadnego wrażenia – zastrzega. 

By wstąpić do Stowarzyszenia Warmińskich Chłopów Bosych nie trzeba być aż takim twardzielem. Zbyszek Nurzyński, który mieszka w mieście, jest – jak sam o sobie mówi - epizodycznym chłopem bosym. – Miasto nie daje tak dużego dostępu do ziemi, jesteśmy zabetonowani – ubolewa. I dodaje, że w jego przypadku chodzenie boso nie jest jakimś widzimisię, ale wynika z bardzo egoistycznych pobudek. – Prozdrowotnych – podkreśla. Bo lecznicze działanie chodzenia na bosaka wynika chociażby z tego, że podłoże oddziaływujące bezpośrednio na podeszwę pobudza znajdujące się na niej zakończenia nerwowe – są ich tam aż 72 tysiące - mające wpływ na najważniejsze organy i funkcje w organizmie. Stały kontakt stopy z niezbyt przyjaznym środowiskiem zewnętrznym wpływa też pozytywnie na hartowanie systemu odpornościowego. Chłopy ze stowarzyszenia zapewniają, że się nawet nie przeziębiają.

Wbrew pozorom chodząc boso dużym problemem nie są też zranienia. Zdarzają się rzadko, a jak już do nich dojdzie, to goją się błyskawicznie. – Kiedyś nadepnąłem na gwóźdź i nawet tego nie poczułem. Zauważyłem, że coś jest nie tak, dopiero gdy nie mogłem oderwać nogi od podłoża. Wyjąłem gwóźdź ze stopy i na tym sprawa się zakończyła – mówi Mariusz Sekulski. Podobne doświadczenia ma też Jacek Gryszkiewicz. – O wiele częściej kaleczę się w ręce niż w nogi – zapewnia.

Bosi chłopi z Warmii przestrzegają jeszcze jednej zasady – nie jedzą mięsa. – Bo propagujemy życie życzliwe dla wszystkich istot i pod każdym względem – podkreśla Gryszkiewicz. 

Bosa stopa z motylem

Kto chciałby się przekonać, czy chodzenie bez butów jest faktycznie takie przyjemne i zbawienne dla zdrowia powinien odwiedzić Praslity koło Dobrego Miasta. Tam w gospodarstwie ekologicznym Mariusza Sekulskiego powstał Bosy Labirynt, czyli miejsce w którym stopami można spenetrować i poczuć różne podłoża. Podobno najmniej przyjemna jest próba przejścia po pękających pod ciężarem człowieka gałązkach. – Dzieci bardzo szybko zaczynają sobie radzić bez butów. A dorośli zwykle przemierzają labirynt z piskiem – mówi prezes Sekulski.

Warto też zaglądać na profil chłopów bosych na Facebooku, bo w sezonie na bieżąco publikują tam informacje dotyczące imprez i wydarzeń.

W Praslitach gościł swego czasu Karol Okrasa, bo podobno nigdzie nie pieką takiego dobrego chleba jak w gospodarstwie Mariusza Sekulskiego. Kto ciekawy niech zajrzy tutaj, ale uprzedzam, że będzie musiał obejrzeć też mnóstwo reklam. Ech, niby telewizja publiczna, ale do abonamentu trzeba dorobić.

I na koniec jeszcze kilka słów od autorki, czyli Magdy z Szuwarów. Ten tekst napisałam kilka lat temu, po spotkaniu z chłopami bosymi w ramach cyklu “Spożywka dla dociekliwych”. Strasznie spodobała mi się idea i chłopaki z fantazją, więc zaraz po przyjściu do domu spisałam ich historię. Jednak jakoś brakowało okazji do publikacji, więc gotowy artykuł leżał i leżał.

Aż wczoraj, znaczy 4 lutego 2019 roku, całą Warmię przykrył puszysty śnieg grubą pierzynką. Mięciutką, kuszącą kołderką, zapraszającą do spacerowania. Wywabił mnie ten niesamowity krajobraz z domu o świcie i kazał ganiać po podwórku w klapkach i szlafroku. Wtedy przypomniałam sobie słowa Jacka Gryszkiewicza, o tym jak świeżutki śnieg skusił go do chodzenia boso. A potem zobaczyłam zdjęcie Kamy Michalskiej (tej z Tygla Warmińskiego, co całe lato zbiera chwasty, by zrobić z nich cuda - zobaczcie) jak boso wskoczyła w śnieg.  I już wiedziałam, że bosy temat trzeba w końcu wypuścić w świat.

PS: Zdjęcie Kamy Michalskiej w śnieżnym puszku widzicie na początku tekstu. To te czerwone pazurki w kraciastej piżamie - dziękujemy z użyczenie

Autor: Magdalena Spiczak-Brzezińska

Warmia pod śniegiem - krajobraz

Warmia pod świeżym śniegiem - czysta, nieskalana. Aż chce się wbiec boso i zaznaczyć stopami swój ślad na tej puszystej biel. Fot. Magda Brzezińska

Dodaj komentarz

 (z http://)

Poczytaj w Szuwarach