Szukaj na blogu

Szukaj

Ołowianych żołnierzyków świat

Ciekawostki , Porady , Twórcy | 2019-05-13

Ołowianych żołnierzyków świat

Kiedyś trudno było sobie wyobrazić dziecinny pokój bez ołowianych żołnierzyków, ulubionej zabawki chłopców niezależnie od wieku. Dziś zastąpiły je plastikowe ludziki rodem z Gwiezdnych Wojen czy krainy Ninjago. 

Szkoda, bo figurki przedstawiające prawdziwych żołnierzy - ich uzbrojenie, umundurowanie, przybory - służyły nie tylko odgrywaniu wojen i bójek, ale też poznawaniu historii. Żołnierzyki ołowiane używane są m.in do tworzenia dioram, czyli makiet przedstawiających ważne wydarzenia historyczne. Taka prezentacja ukształtowania terenu i rozmieszczenia wojsk pozwala np. na wyobrażenie sobie jak wyglądała konkretna bitwa. 

Dziś ołowiany żołnierzyk to zabytek - kolekcjonerska zabawka dla pasjonatów, której cena bywa wysoka. Współczesne odlewy żołnierzyków z ołowiu i cyny, zwykle też służą do ozdoby, a nie do dziecięcych zabaw. To oryginalny pomysł na prezent dla miłośnika historii, pasjonata militariów i zabawek w stylu retro.

Stary ołowiany żołnierzyk na dłoni Ady z Szuwarów

Ada z Szuwarów trzyma na dłoni ołowianego Indianina. Figurka została odlana ok. 100 lat temu.

Historia ołowianych żołnierzyków

Trudno powiedzieć kiedy się to zaczęło… Faktem jest, że najstarsze odnalezione figurki żołnierzy pochodzą sprzed 4 tys. lat. Drewniane rzeźby uzbrojonych mężczyzn ze starożytnego grobowca egipskiego miały pilnować spokoju księcia Emsaha, wodza z czasów XII dynastii.

Początkowo figurki żołnierzyków wcale nie służyły do zabawy lecz miały upamiętniać wyjątkowo dzielnych wojowników czy generałów. Potem metalowe odlewy wojsk wykorzystywano do ćwiczenia taktycznych manewrów w miniaturowej skali - tak robili ponoć starożytni Rzymianie. 

Małych chłopców oczywiście zawsze ciągnęło do przygód i mundurów, marzyli więc o swojej własnej armii, chociażby zabawkowej. Żołnierzykami odlewanymi często ze szlachetnych kruszców, bawili się najpierw potomkowie królów i przyszli wodzowie. Dla nich była to - można powiedzieć - zabawka edukacyjna, przysposabiająca do późniejszej roli jaką mieli pełnić. 

Zobacz ręcznie robione zabawki z Szuwarów 

Pudełkiem z 300 srebrnymi żołnierzykami obdarowała swojego synka królowa Maria Medycejska. Gdy chłopiec dorósł i z wątłego Ludwiczka stał się Ludwikiem XIII, królem Francji (1601-1643, znacie go chociażby z powieści o trzech muszkieterach), kazał przetopić żołnierzyki, by zyskać pieniądze na prowadzenie prawdziwej wojny. Żołnierzykami bawił się też jego syn, Ludwik XIV. 

Z kolei cesarz Napoleon Bonaparte obdarował swego synka armią złożoną z 117 złotych żołnierzyków w mundurach pomalowanych w barwy ochotników korsykańskich 22 Pułku Lekkiego. Zostały wykonane przez znakomitego złotnika Jeana Baptistę Claude'a Odiota i zachowały się do dziś - znajdują się w prywatnej kolekcji.

W XVIII wieku, wraz z pojawieniem się wojen masowych, wzrosła też popularność zabawy żołnierzykami. Bawiły się nimi chętnie także dzieci z niższych warstw społecznych. Figurki wykonane były jednak nie ze złota czy innego metalu, a z papieru. Tanie i dostępne wzory wycinanek podbiły serca chłopców. Zaprojektował je Pierre-François Isnard, oficer kawalerii francuskiej. Miały one tylko jedną wadę - były nietrwałe.

Z czasem zastąpiły je żołnierzyki cynowe. Zagłębiem ich produkcji była Norymberga. Do czasu gdy Brytyjczycy opracowali technologię masowego odlewania żołnierzyków ze stopu  ołowiu i cyny (60 proc. cyny, 40 proc. ołowiu). W Niemczech dalej są nazywane figurkami cynowymi (zinnfiguren), chociaż np. w Polsce i Francji znane są jako ołowiane żołnierzyki.

Stary żołnierzyk ołowiany na tle rysunku z katalogu.

Stara ołowiana figurka Indianina i rysunek z katalogu w którym zamówiona został forma do odlewania.

Pasterka z krową i zagrodą - rysunek z katalogu form do odlewania z ołowiu i zachowany płot.

Stare figurki ołowiane odlane z form firmy Braci Schneider z Lipska na tle obrazków z katalogu wysyłkowego. 

Muzeum ołowianych żołnierzyków

Czy można gdzieś zobaczyć ołowiane żołnierzyki na stałej wystawie i poznać ich historię?

Z tym jest problem. Pewnie jakiś reprezentant trafi się w kieleckim Muzeum Zabawy i Zabawek. Czasami zdarzają się krótkotrwałe pokazy w muzeach, ale stałej wystawy starych ołowianych żołnierzyków nigdzie w Polsce nie ma (chyba, że się mylę, to mnie poprawcie. Stan na maj 2019). Niewielką część zbiorów obejrzeć można np. tutaj w internecie.

Bardziej popularne są za granicą. W niemieckim Goslar jest nawet całe muzeum poświęcone nowym i zabytkowym odlewanym figurkom, z wieloma tematycznymi prezentacjami (m.in. diorama Wojny Trzydziestoletniej).

Obejrzyj prace Rafała Pliszki w Szuwarach 

W Polsce przez jakiś czas spora kolekcja pokazywana była w Regionalnej Izbie Tradycji w Lidzbarku Warmińskim. Ekspozycję przygotował Rafał Pliszka - miłośnik historii, poszukiwań z wykrywaczem metalu i twórca Prywatnego Muzeum Regionalnego w Lidzbarku Warmińskim. - Żołnierzyki zawsze gdzieś były w szufladach po zabawkach z dzieciństwa. Takie zwykłe kioskowe, jaki mieli wszyscy ludzie w moim wieku - opowiada. - Jakiś czas temu w wyniku splotu zdarzeń zostałem obdarowany kilkoma starymi ołowianymi figurkami. Tak zaczęło się szukanie wzorów i tego do czego one służyły. Przez lata pełniły funkcję zabawek, to rzecz oczywista, ale były również używane w szkołach, aby pokazać wielkie wojny.

Rafał Pliszka pomyślał, że może i inni kolekcjonerzy mają podobne cuda zamknięte w szufladach. Rozesłał wici w mediach społecznościowych z pytaniem, czy ktoś chciałby też pokazać swoje zbiory i spotkał się z ogromnym odzewem. Może dlatego, że ołowiany żołnierzyk, to nieco kłopotliwe znalezisko - najpierw bardzo cieszy, a potem nie wiadomo co z nim zrobić, gdzie pokazać. 

Ludzie z całej polski nadesłali ołowiane żołnierzyki w mundurach z różnych epok, czasami jadących konno, zabawkowe pojazdy i machiny wojenne, ale też odlane z metalu zwierzęta gospodarskie, płotki, zabudowania, a nawet wazon z domku dla lalek…

Wystawa w lidzbarskiej izbie pamięci się zakończyła. Pomysł okazał się jednak na tyle dobry, że Rafał już myśli nad kolejnym sposobem pokazania odlewanych zabawek. 

Rafał Pliszka prezentuje plakietkę cesarza na koniu odlaną z ołowiu.

Rafał Pliszka - miłośnik historii i kowal - prezentuje odlew cesarza na koniu.

Oprócz gotowych żołnierzyków Rafał Pliszka zbiera też historyczne formy odlewnicze do żołnierzyków - głównie repliki z lat 70-tych XX w. Żeby je zdobyć trzeba się niemało natrudzić. W Polsce nie są popularne, więc te których używa pochodzą z importu. Skompletował m.in. niemal 100 foremek do żołnierzyków z czasów Wojny Siedmioletniej, w tym oddziały konne i artylerię. - Mundury żołnierzy z tego okresu są uniwersalne, w zależności od tego jak się je pomaluje mogą to być wojska Prus, Rosji lub Saskie - wyjaśnia. 

Tak powstała seria kolekcjonerskich żołnierzyków ołowianych do kupienia w Szuwarach przedstawiająca wojsko z czasów Wojny Siedmioletniej- Figurki o wysokości 45 mm służyć mogą do budowy dioram lub do gier bitewnych, jak również dla kolekcjonerów - mówi Rafał Pliszka.

Żołnierzyki są precyzyjnie odlane z metalu, błyszczące i zapakowane w eleganckie drewniane pudełko. - Aby stworzyć własną mała armię wystarczy tylko trochę farb modelarskich do metalu. To dobra zabawa i lekcja historii. Materiały i wzory nawiązują do tradycyjnych ołowianych żołnierzyków więc nie powinny służyć dzieciom do zabawy - zastrzega Rafał Pliszka.

Jak zrobić żołnierzyka z ołowiu i cyny

Można też spróbować samodzielnego odlewania żołnierzyków. Żeby stworzyć ołowianą armię trzeba najpierw zaopatrzyć się w formę do odlewów. Dziś nie jest to łatwe, ale od czego internet. Repliki oryginalnych form najłatwiej znaleźć na zagranicznych portalach aukcyjnych np. eBay (ceny zaczynają się od ok. 120 zł), chociaż zdarzają się także na Allegro, czy Olx. 

Na początku XX-wieku było to znacznie prostsze - wystarczyło zamówić dowolną formę z katalogu wysyłkowego. Najlepiej od Braci Schneider z Lipska, firmy, która królowała na rynku form do odlewów ołowianych żołnierzyków. Wypuściła ponad 300 serii i tysiące wzorów foremek. Początkowo były powszechnie dostępne na terenie Niemiec. Wraz z rozwojem firmy rynek niemiecki stawał się już niewystarczający dla Braci Schneider. Utworzyli filie w Stanach Zjednoczonych, gdzie furorę robiły serie figurek nawiązujących do dzikiego zachodu i wojsk z okresu I wojny światowej. 

O czym szepczą warmińskie kamenie - przeczytaj

Wybór u Braci Schneider był ogromny - od legionistów rzymskich po ówczesnych żołnierzy z hitlerowską swastyką na hełmie. Niektóre figurki miały ruchome elementy, np. ręce. Dostępne były też formy do odlewania mini kawalerii, czołgów, armat, okrętów pancernych i wszelkiego sprzętu bojowego... Ba, nawet piłkarzy, drobiu i innego inwentarza, gęsiarki, Beduina z wielbłądem, czy afrykańskich plemion… Produkowali także foremki do figurek przedstawiających polskich żołnierzy. 

Stare ołowiane żołnierzyki i okręt odlany z ołowiu - retro zabawki prezentowane na dłoni

Jak już ma się formę, trzeba zdobyć tworzywo. Do robienia żołnierzyków zwykle używa się stopu cyny i ołowiu (40 proc. ołowiu, 60 proc. cyny), bo płynną konsystencję przybiera w dość niskiej temperaturze (ok. 180 - 190 st. C). Można go kupić np. w sklepach dla majsterkowiczu w postaci lasek cynowo-ołowiowych do lutowania.  

Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Trzeba podgrzać stop aż zacznie się topić. Najlepiej robić to na świeżym powietrzu, bo tlenki ołowiu są trujące. Praca z płynnym metalem jest dość niebezpieczna - gorącą ciecz trzeba wlać do małych dziurek w skręconej mocno formie - przydadzą się rękawice ochronne. Powoli - by metal dokładnie wypełnił każdą szczelinkę, by wewnątrz nie zebrały się pęcherzyki powietrza, by kropelka gorącego metalu nie oparzyła rąk i nie zniszczyła domowych sprzętów. 

Gdy forma ostygnie, domorosłego metalurga czekała chwila prawdy - ołowiany żołnierzyk wyszedł, czy nie. Jeśli nie, żołnierzyka rozpuszczany w rondelku i proces powtarzamy. Jeśli wyszło, trzeba żołnierzyka oszlifować. Cienkim pilniczkiem wygładzić nierówne brzegi i nadlewki w miejscach łączenia się form. To akurat żmudna i niezbyt miła robota, trzeba też uważać na ołowiany pył.

Po odlaniu ołowiane żołnierzyki mają srebrzysty kolor (z czasem zyskają niebiesko-szarą barwę). Można zostawić je w tym kolorze, albo pomalować w barwy odpowiednie do armii. Przed malowaniem warto umyć figurki w wodzie z płynem do mycia naczyń, by odtłuścić metal. Jeśli się tego nie zrobi farba po jakimś czasie zacznie się łuszczyć. Następnie pokrywa się wojaka białą farbą jako podkład. No i wreszcie można zabrać się za właściwe malowanie. Ale żeby to zrobić dobrze, trzeba najpierw poznać realia epoki z której pochodzili wojacy. A to już może być początek bardzo ciekawej historycznej przygody.

Więcej opowieści o ołowianych żołnierzykach oraz ich zdjęć znajdziecie na Fanpage Prywatne Muzeum Regionalne w Lidzbarku Warmińskim - Rafał Pliszka

Fot. Rafał Pliszka oraz wszuwarach.pl

Autor: Magdalena Spiczak-Brzezińska

Katalog ołowianych żołnierzyków firmy Braci Schneider z Lipska.

Piłkarze kopiący piłkę - rysunek z katalogu form do odlewania ołowianych żołnierzyków firmy Braci Schneider z Lipska.

Katalog form do odlewania ołowianych żołnierzyków firmy Braci Schneider z Lipska.

Żołnierz na koniu z ruchomymi rękami - rysunek z katalogu form do odlewania ołowianych żołnierzyków firmy Braci Schneider z Lipska.

Kury, Beduin, wielbłąd, domek, Indianin, plemiona afrykańskie - rysunek z katalogu form do odlewania ołowianych figurek i żołnierzyków firmy Braci Schneider z Lipska.

Słonie ołowiane odlane z formy odlewniczej

Żołnierzyki ołowiane - odlane współcześnie i pomalowane farbami do metalu

Stary żołnierzyk odlany z ołowiu - jeździec na koniu

Ołowiani żołnierze w różnych rozmiarach

Ołowiane żołnierzyki współcześnie odlane i pomalowane - fragment makiety.

Ołowiane żołnierzyki na wystawie w Izbie Pamięci w Lidzbarku Warmińskim

Dodaj komentarz

 (z http://)

Poczytaj w Szuwarach