Szukaj na blogu

Szukaj

Łukasz Klimek

Opowieści , Twórcy | 2018-09-10

Łukasz Klimek

W małej wiosce niedaleko Olsztynka, mieści się pracownia Łukasza Klimka - tak mógłby zaczynać się poemat opisujący liczne zalety tego twórcy. Czym właściwie się zajmuje? Tak w skrócie, to robi w drewnie, chociaż nie jest to opis zbyt precyzyjny. On drewno otacza miłością, kształtuje, gładzi, bawi się nim i pieści - niezależnie od tego, czy na warsztacie ma wielki projekt, czy malutkie kolczyki.

Kolczyki drewniane z symbolami słowiańskimi

Kolczyki z celtyckim motywem autorstwa Łukasza Klimka

Historia jednej miseczki

Nie znam człowieka, który do tworzywa w którym pracuje ma większy szacunek. Łukasz Klimek nie tylko pamięta skąd wziął się niemal każdy kawałek drewna w pracowni, ale stara się poznać jego historię. Długo potrafi opowiadać o tym jak został jego szczęśliwym posiadaczem. - Najbardziej lubię stare drewno, szczególnie owocowe i krzewy np. głóg. Bardzo trudno je znaleźć, ale ja zamiast robić masową produkcję wolę szukać unikatowych kawałków - opowiada. Jego znajomi już o tym wiedzą, więc gdy natkną się na ciekawy okaz, dają mu znać. Bywa, że odbiera telefon w stylu "Znalazłem stare drewno w szopce. Bierzesz?". I zwykle bierze.

Mnie mega kręci, gdy dostaję drewno od konkretnego człowieka, który często opowiada jego historię. Np. o gruszy, którą otrzymał od matki, zasadził w ogrodzie, a gdy wyrosła bawiły się pod nią jego dzieci. Takie drewno jest pełne wspomnień, a rzecz która z niego powstanie nie jest tylko zwykłą miską, ale częścią tej historii - tłumaczy Łukasz 

Np. deski do krojenia są zrobiona z drewna dębowego, które Łukasz dostał od znajomego ze wsi, a ten z kolei odziedziczył je po swoim dziadku. Podobno kiedyś wichura poprzewracała drzewa w okolicy, więc zostały wycięte i przetarte. Na wszelki wypadek - jakby coś trzeba było budować - odłożono te najszlachetniejsze na strych. I tak tam leżały przez lata schnąć powolutku i nabierając szlachetnej patyny. Nikt nie wie jak długo - może 50 lat, może 70, a może jeszcze więcej.

Z kolei ta kanciata misa ze śladami po próchnicy i korniku jest zrobiona z odziomka wisienki. Leżał sobie ten odziomek już suchutki wiele lat, pewnie wkrótce trafiłby do ogniska, gdyby na jego drodze nie stanął kolekcjoner owocowych drzewek i miłośnik sezonowanego naturalnie drewna. Przygarnął niepotrzebny nikomu kawałek po przejściach i zmienił w wyjątkowy, artystyczny przedmiot, który będzie ozdobą stołu. 

OBEJRZYJ PRACE ŁUKASZA KLIMKA DOSTĘPNE W SZUWAROWYM SKLEPIE

Zaś ta wydrążona dłutem miska zrobiona jest z jabłonki, która rosła w ogródku siostry Łukasza. To dzika papierówka, bardzo wiekowa i bardzo wytrwała. Owocowała do końca, nawet gdy była już na wskroś przeżarta i spróchniała. Dzielnej jabłonce po prostu należało się godne życie po życiu, więc całe szczęście, że trafiła w ręce stolarza-artysty.

Ten przedmiot jest z dębu, który rósł przy torze wyścigowym, te plasterki z odziomka śliwki przeznaczonego do spalenia - każdy kawałek ma ciekawą historię, dużo przeżył, napatrzył się przez lata, a teraz może stać się częścią twojego życia. 

Olejowanie miski drewnianej przez Łukasza Klimka

Olej zabezpiecza miskę przed czynnikami związanymi z wilgocią i nadaje jej głęboki kolor

Alternatywa dla klaskania

Rozmawiasz z Łukaszem i myślisz - "Jaki to ciekawy człowiek". A wtedy on dorzuca jeszcze, że gra na didgeridoo (instrument dęty australijskich Aborygenów, czasami jest opisywany jako naturalna drewniana trąbka), które sam zrobił. I że robi też z drewna inne instrumenty muzyczne. No "wow" po prostu.

Zmusiła go do tego presja grupy rówieśniczej - niech żyje trudny czas dorastania! - Podczas ognisk czy innych spotkań z przyjaciółmi dużo było muzyki. Każdy na czymś grał, śpiewał… a mnie pozostawało klaskanie.  No ileż można klaskać!  - wspomina. - Postanowiłem, że nauczę się grać na czymś zupełnie innym, np. didgeridoo.

Jak postanowił, tak zrobił. Na początek z plastikowych rur kanalizacyjnych złożył sobie instrument do ćwiczeń (uprzedzając pytanie - tak, rury były nowe). Dął w niego, uczył się odpowiedniej cyrkulacji oddechu, a gdy już pojął o co chodzi, wydłubał sobie z mazurskiej gałęzi swoje pierwsze, własne didgeridoo.

ZOBACZ WSZYSTKIE DREWNIANE PRZEDMIOTY W SZUWAROWYM SKLEPIE

Okazało się, że granie wciąga. - Bo to jest coś więcej niż granie. Jeśli ktoś medytuje, to będzie wiedział o co chodzi - wyjaśnia Łukasz. Głęboki, wibrujący dźwięk, połączony ze specyficznym sposobem oddychania sprawia, że organizm się dotlenia, a w głowie pojawiają się obrazy. Także słuchacz, jeśli skupi się na dźwięku i oddechu, może wejść w stan głębokiej relaksacji. Aborygeni używali didgeridoo do rozmawiania z przodkami, albo by wejść w trans. I coś w tym jest. - Krew i woda, które mamy w ciele, falują pod wpływem wibracji, poruszają się wewnątrz tkanek. Większość osób po 10 minutach słuchania zasypia, ale bardziej świadomi ludzie opowiadali, że to jak połączenie medytacji z relaksacją, że można podróżować duszą dokąd się chce - opowiada Łukasz Klimek.

Łukasz Klimek gra na didgeridoo

Didgeridoo na miarę i z intencją

Tworzenie didgeridoo to skomplikowany proces, dużo dłuższy i trudniejszy niż tylko wydłubanie rury. Na początku Łukasz Klimek zbiera informacje, do czego instrument ma służyć - wiadomo, że jeśli do nauki grania, to ważne by łatwo wzbudzał się dźwięk, gdy do wspólnego grania, by tonacja dobrze komponowała się z innymi instrumentami, ale pod uwagę zwykle trzeba brać o wiele więcej spraw. - Musi pasować do osoby, która będzie go używać, ważne jest też, by instrument samym wyglądem wywoływał poczucie spokoju i harmonii - podkreśla.

Wywiad z przyszłym posiadaczem didgeridoo Łukasz najchętniej przeprowadza w nowiu, bo wtedy jest najlepsza energia do planowania. Potem wybiera kawałek drewna, który stanie się instrumentem - zwykle to pień lub gałąź liściastego drzewa (z iglakami łatwiej się pracuje, ale liściaste mają bogatszy dźwięk).

Każde drewno ma swoją specyfikę np. jesion brzmi agresywnie i donośnie, głos jest żywy i jakby wydobywający się z czeluści

Zanim tworzywo zmieni się w instrument musi poterminować u gotowego już didgeridoo - osłuchać się z muzyką, wchłonąć dźwięki i emocje. Na kilka dni przed pełnią przychodzi czas tworzenia - Łukasz nadaje drewnu kształt, przepoławia, wydrąża w środku, stroi... Bo didgeridoo można stroić. Długość tuby, grubość ścianek, wielkość otworu - to wszystko ma znaczenie dla przyszłego dźwięku i roli jaką ma pełnić. Na koniec instrument jest zamykany i klejony - idealnie jeśli uda się to zrobić w czasie pełni księżyca - i zdobiony. Te, które wychodzą spod ręki Łukasza są zwykle dość surowe i piękne swoją naturalnością, chociaż zdarzają się i barwne projekty. 

Łukasz zajmuje się też renowacją starych mebli, a także dużymi formami związanymi z wystrojem wnętrz, i zupełnie drobną biżuterią. Punktem wspólnym jego zainteresowań jest drewno. To tworzywo wybrał i jest mu wierny. - Bo jest tak naturalnym materiałem, że nawet o nim się nie wspomina - opowiada. - Była epoka kamienia, żelaza, brązu ale nic nie wiadomo o erze drewna. A przecież gdyby nie ono, nie byłoby innych epok, nie byłoby rozwoju. To dzięki drewnu jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Dlatego mam do niego respekt i uwielbiam każdy jego kawałek znaleziony czy otrzymany. 

Autor: Magda Brzezińska

Drewniane misy z drewna drzew owocowych

Naturalne piękno drewna, to element charakterystyczny dla prac Łukasza Klimka

Dodaj komentarz

 (z http://)

Poczytaj w Szuwarach