Szukaj na blogu

Szukaj

Takie zwykłe małe cuda

Ciekawostki , Miejsca , Opowieści | 2018-07-24

Takie zwykłe małe cuda

Lubicie celebrować wyjątkowe okazje? Ja nie znoszę. Zawsze towarzyszy temu napięcie, wielkie oczekiwania. Nic więc dziwnego, że często kończy się rozczarowaniem. Znacznie bardziej lubię delektować się niezwykłymi zwykłymi rzeczami. Trafiasz na nie niespodziewanie i to jest miłe. Trzeba tylko uważnie się rozglądać, bo zdarzają się wszędzie. No może na Warmii odrobinę częściej ;-)

Opowiem wam o kilku takich sytuacjach. Nie spodziewajcie się fajerwerków, nagłych zwrotów akcji, brawurowych przygód. To tylko miłe, dobre, nieoczekiwane i piękne rzeczy, do których wracasz potem wspomnieniami. Mam nadzieję, że uda mi się opisać je bez przesadnej egzaltacji. 

Dziewczyńska zabawa w bąbelkach

Był gorący letni dzień, właściwie zbliżał się wieczór. Gdy ktoś rzucił pomysł, żeby wybrać się do jacuzzi w Camp Spa pomyślałam po prostu “Czemu nie. Będzie fajny babski wypad”. Dzieciaki zostają z tatusiami, a my, czyli pięć zmęczonych dziewczyn w szampańskich humorach, ładujemy się do samochodu. Droga do Ględ jest dość długa, kręta, z przydrożnymi drzewami, ale w końcu docieramy na miejsce. 

I wtedy właśnie zaczyna się bajka. Wysiadamy na łące - świerszcze szaleją, żaby wariują, zmrok zapada - a wokół nikogo. Tylko drewniana brama w środku pola. Stanęłyśmy trochę skonsternowane, bo jednak to miało być spa... No nic. Jak już tu jesteśmy to trzeba dalej. Nieco na skróty, przez zarośla, wchodzimy do środka i coraz szerzej otwierały oczy - zwykła łąka, z krzakami, kwiatami polnymi, maliniakiem, laskiem. Nie wypielęgnowany ogród z przyciętą trawką, ale naturalnie piękne miejsce z wkomponowanymi w otoczenie drewnianymi domkami. Jeszcze tylko przebieralnio-łazienka z wielkim tronem (domyślcie się do czego służy) - i do balii.

Camp Spa - brama na warmińskiej łące

Drzwi budzą lekki dreszczyk - a co jeśli to brama do innego wymiaru? Fot. Camp Spa

Wielka wanna obudowana drewnem stoi na polance, woda bulgocze - piątka dobrych znajomych mieści się w niej bez problemu. Na początku było dosyć gorąco - na dworze jeszcze upał, woda ciepła - ale z czasem się ochłodziło i musiałyśmy dokładać drewno do paleniska (taki urok leśnego jacuzzi - nie ma kranu z ciepłą wodą czy elektrycznej grzałki). 

Siedziałyśmy w wodzie do ciemnej nocy (dobrzy ludzie nam pozwolili - widzieli, że jest nam to naprawdę potrzebne - chwała im za to). Nie przegonił nas nawet deszczyk - nad głową przecież żagiel, a my i tak byłyśmy mokre. Cudny to był wieczór, najpierw parny, gorący, potem rześki i świeży. 

Camp Spa - balia w lesie. Warmińskie jacuzzi.

Nie wiem jakie winko wtedy piłyśmy, ale z pewnością wyglądałyśmy jak te modelk. Fot. Camp Spa

Jeszcze parę razy wybrałyśmy się do Camp Spa w Ględach. Zawsze było nam tam bardzo dobrze, a najlepiej w chłodniejsze wieczory na progu jesieni. Gdy już zaczynały trawy żółknąć i opadać liście, a my siedziałyśmy w tej ciepłej wodzie i znów byłyśmy jak młode dziewczyny - beztroskie i rozchichotane.

Tak się złożyło, że z babskich wypadów do Ględ nie mam zdjęć - nikt jakoś nie pomyślał, nie było to zbyt ważne. Ale w moich wspomnieniach wygląda to dokładnie jak na tych zdjęciach (my piękne, przyroda piękna) - dziękujemy Camp Spa za zgodę na ich opublikowanie.

Warmińskie miejsce mocy

Kończyła się jesień - nie było już złoto, tylko brunatnie, deszczowo i ponuro - gdy pojechałam z Adą z Szuwarów do Darka Zboiny (tego od mis medytacyjnych i z czarnego dębu - tutaj możecie poznać go bliżej, a tu obejrzeć i kupić jego prace). To nawet na Warmii nie jest zbyt poprawiająca humor pogoda ani pora roku. 

Jak zwykle chciałyśmy szybko wszystko załatwić, ale Darek postanowił pokazać nam swoje miejsce mocy. Nie wypadało odmówić, chociaż gdzieś tam czekały dzieci i umówiona wizyta u lekarza. Wyszliśmy więc na polną drogę, deszcz mżył, pachniało mokrą ziemią, trawą. Najpierw patrzyłam pod nogi, potem zaczęłam się rozglądać, a Darek opowiadał o sąsiadach, wydarzeniach, biwakach. Wspinaliśmy się do góry, aż w końcu z drogi zeszliśmy na łąkę pełną krzaczków poziomek. 

Stanęliśmy na górze z której roztaczał się widok na okolicę - bardzo, bardzo monumentalny. Faktycznie, chociaż warmińskie górki są małe, poczułam się jak na dachu świata. My staliśmy pod zachmurzonym niebem, ale gdzieś tam na horyzoncie świeciło słońce. I wiecie co? To było naprawdę miejsce mocy. 

Krajobraz warmiński - miejsce mocy w Starym Kawkowie na Warmii

Miejsce mocy - okolice Starego Kawkowa na Warmii. Fot. M. Brzezińska

Nie wiem, czy znajdziecie je bez przewodnika, ale z pewnością warto poszwędać się jesienią po łąkach i polach w okolicy Starego Kawkowa. Przy okazji zajrzyjcie do Łanu Sztuk - może skusicie się na biesiadę na Piknikowym Polu (można tam zamówić kosz piknikowy z kanapkami i innymi przysmakami, tylko trzeba zadzwonić dzień wcześniej).

A może nawet umówicie się na sesję zdjęciową z Lidką Dzwolak? Nikt tak jako ona nie potrafi pokazać na zdjęciach atmosfery warmińskiego krajobrazu. I nie wiem, jak ona to robi, ale na jej fotografiach zawsze ludzie są piękni i dobrzy. Chyba umie wydobyć ich prawdziwą naturę. 

Dziewczyńska sesja zdjęciowa - fot. Lidia Dzwolak

Dziewczyńska sesja zdjęciowa na Piknikowym Polu. Fot. Lidia Dzwolak

Wygódka z widokiem na świat

Tym razem akcja dzieje się zimą. To był jeden z tych dni, kiedy musisz coś zrobić, chociaż nie bardzo ci to na rękę. Ja i Ada z Szuwarów musiałyśmy pojechać do Nowego Kawkowa, bo miałyśmy pilną sprawę do Moniki Paśnik-Petryczenko z Koronczarni (jej frywolitkowe kolczyki to mistrzostwo świata - zobacz). 

Pogoda była przytłaczająca, mróz, cały świat przygniatała jakaś ciężka, szara mgła. W miarę jak zbliżałyśmy się do Nowego Kawkowa świat zmieniał się, jakby ktoś podnosił kurtynę. Słońce oświetliło warmiński oszroniony krajobraz, a my zaczęłyśmy wydawać nieartykułowane dźwięki i pokazywać palcem to prawą, to lewą stronę. 

Koronczarnia - zima na warmii

Płot w Koronczarni w grudniowy poranek. Oszczędzę wam widoku budy dla psa - chyba, że ktoś poprosi...

Gdy dojechałyśmy do Koronczarni magiczny poranek królował już w pełnym rozkwicie. To był dzień na idealne zdjęcia bez retuszu. Na szczęście aparat miałyśmy, chociaż ze słabą baterią, która bardzo szybko rozładowała się na mrozie. Obfotografowałyśmy jednak całe obejści Moniki - od psiej budy, po oszronione gumowce. 

A potem ruszyłyśmy na pola. Było bajkowo, magicznie, cudownie. I wtedy zobaczyłam mały drewniany domek - sławojkę, wychodek, wygódkę - z takim widokiem, że aż mi dech zaparło. Warmińskie oszronione pola, łąki, drzewa - spokój i harmonia po horyzont. 

Wygódka, sławojka, wychodek w Koronczarni na Warmii

Wygódka z widokiem na świat.

Widok z wychodka w Koronczarni - pejzaż warmiński zimą

I świat z widokiem na wygódkę.

Pomyślałam - jak pięknie można zacząć dzień od wizyty w takiej toalecie. Najlepiej latem, o wschodzie słońca, gdy jeszcze wszyscy śpią. W takim otoczeniu nawet czynność fizjologiczna, nabiera romantycznego i wzniosłego wymiaru, pozwala poczuć się częścią przyrody. 

Nie skorzystałam ze sławojki w grudniowy poranek - temperatura była dość ekstremalna, poza tym miałam towarzystwo. Ale kusi mnie, żeby przyjechać kiedyś do Koronczarni cieplejszą porą roku, wynająć od Moniki i Serhija pokój w starym drewniano-glinianym domku dla gości przeniesionym z Podlasia i spełnić moje może trochę dziwne pragnienie. Oczywiście wygódka w Koronczarni to wybór, a nie konieczność. W domku jest śliczna łazienka z luksferami z butelek po winie umieszczonymi w glinianej, ręcznie lepionej ścianie. 

Co przyniesie wiosna?

Wiosennej historii na razie nie mam. Może nigdy nie przyjdzie, może zjawi się niespodziewanie już za kilka miesięcy. W każdym razie na pewno będę się rozglądać i jak tylko na nią trafię, to ją tu opiszę :-) 

Autor: Magda Brzezińska

A jaka jest twoja zwykła historia? Może opiszesz ją w komentarzu?

Dodaj komentarz

 (z http://)

Poczytaj w Szuwarach